Dzień, który miał być dla nich
wyjątkowy okazał się przekleństwem.
Dzień, w którym mijało 30 lat kiedy moi
rodzice stanęli na ślubnym kobiercu.
Pięknych 30 lat przeżytych razem w
miłości, której owocem byłem ja i moja młodsza siostrzyczka.
Dziś jest wigilia.
Dziś mija miesiąc od śmierci naszych rodziców.
Dzień, który powinien być
radosny, spędzony w rodzinnej atmosferze i gdzie każdy powinien mieć uśmiech
wymalowany na swojej twarzy.
Każdy w tym domu, który przywołuje zdecydowanie
zbyt wiele wspomnień ma w oczach jedynie łzy i jedną wielką pustkę.
Siedzimy przy wielkim stole, nikt
nic nie je mimo to ciotki robią co w ich mocy. Jestem im za to wdzięczny,
chociaż nasi goście wnoszą trochę życia do tego domu. Przez ostatni miesiąc te
pomieszczenia wypełniała jedynie grobowa cisza, przełamywana jedynie czasem
szlochem Gosi i mrok.
Dość! Trzeba żyć dalej. Rodzice
na pewno nie chcieliby, abyśmy wiedli taki prym w nieskończoność. Chcą żebyśmy
byli szczęśliwi.
************************
Oddaję Wam prolog do oceny. Mam nadzieję, że się spodoba i choć trochę Was zaciekawię. Wieczorem pojawi się jedynka!
Do zobaczenia kochani!
Czekam na jedynkę :*
OdpowiedzUsuńJedynka już na blogu! Zapraszam 😄
Usuń