czwartek, 13 października 2016

6 rozdział

*Andrzej*

Bolały mnie słowa Gośki, ale wiedziałem, że ona ma rację.Jedno, dwa, nawet tysiąc razy wypowiedziane "przepraszam" nie zrekompensuje jej tego wszystkiego. Jestem idiotą.

*Karol* 


Wyszedłem z chłopakami na zewnątrz żeby zaczerpnąć świeżego powietrza, gdy usłyszałem kogoś dość głośną rozmowę. Wyszedłem zza rogu i ujrzałem zapłakaną twarz mojej siostry i wpatrującego się w nią Wronę. Wkurzyłem się, bo nie wiedziałem co jest grane. To co usłyszałem wbiło mnie w ziemię. 

- Dżej przepraszam. Jestem skończonym sukinsynem. Wiem to. Żałuję, cholernie żałuję.  Ale wiesz ja też Cię nienawidzę. Ale tylko dlatego, że kochasz takiego sukinsyna jak ja. 
- Przeprosić można kogoś, kogo się popchnęło na chodniku, a nie kogoś, kogo miało się w dupie przez kilka miesięcy. Tęskniłam, ale jednak wolałabym nie...
 
Zagotowałem się wręcz w środku. Wystartowałem w ich stronę. 
- Możecie mi do cholery powiedzieć co tu jest grane?! - krzyknąłem w ich stronę, zdziwienie wraz z przerażeniem malowało się na ich twarzach.
- Nic po prostu trochę się posprzeczaliśmy - wydukała Gośka.
- I dlatego płaczesz? Do cholery nie róbcie ze mnie idioty, wszystko słyszałem!
- Karol to nie tak - próbował tłumaczyć się Wroniasty.
- Nie tak? Powinienem Ci obić mordę po pierwsze za to, że ją skrzywdziłeś, że sprawiłeś że moja siostra płacze, po drugie, że jesteśmy, a raczej byliśmy przyjaciółmi, a ty mi nie powiedziałeś, że byłeś z moją siostrą. W ogóle jak mogłeś ją tchnąć?! - zagotowało się we mnie, rzuciłem się na niego, ale chłopacy po chwili mnie odciągnęli. 
- Do cholery ja ją kocham!- powiedział Wrona, a ja nie trzymany przez kolegów "sprzedałem" mu prawego.

Wściekły poszedłem do środka, musiałem odreagować. Wziąłem butelkę czystej z barku i usiadłem przy kuchennej wysepce. Tak wiem, nie ma nic gorszego od picia w samotności. To wszystko mnie przerosło. Rodzice, Olka, a teraz jeszcze to. Jak oni mogli mi to zrobić, młodsza siostrzyczka i najlepszy przyjaciel? 
Jak to się stało, że się nie zorientowałem? Jestem aż takim egoistą, jakimś zapatrzonym w siebie dupkiem?
 
*Aleks* 
 
Wyszedłem na zewnątrz i zobaczyłem jakieś zamieszanie na dworze. Kłos kłócił się z Dżej i Wroną. Po chwili Karol uderzył go. Nie wiem o co poszło, ale to chyba coś poważnego. 
W całym zamieszaniu gdy chłopaki z drużyny odciągali od siebie tych dwóch, zobaczyłem, że Dżej wybiega z domu trenera.
Martwiłem się o nią, więc poszedłem przyśpieszonym krokiem za nią.
Po jakiś dwóch minutach znalazłem ją siedzącą na ławce w pobliskim parku. Usiadłem obok niej.
- Dżej wszystko w porządku? - wiem głupie pytanie, widząc w jakim jest stanie.
- Nic nie jest w porządku - chciała odejść, ale złapałem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. Miałem taką wewnętrzną myśl, że nie mogę jej teraz zostawić samej. 
Dziewczyna wtuliła się w mój tors, ciągle płakała. Objąłem ją i pocałowałem w czubek głowy. Nie wiem ile tak staliśmy, ale nie mogłem dłużej patrzeć i słuchać jak taka świetna dziewczyna płacze.
- Choć, zawiozę Cię do domu. - powiedziałem cicho. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Choć, przeziębisz się.
- Karol ma klucze od domu, a ja nie chcę go widzieć, ich wszystkich.
- A mnie?  - zapytałem, wyginając usta w podkówkę. Dziewczyna zaśmiała się cicho.
- Ciebie jakoś zniosę. - odpowiedziała.
- W takim razie choć.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem po taksówkę. Po około 5 minutach już była. Wsiedliśmy, podałem adres i odjechaliśmy. 
Po kilku minutach Gosia już spała opierając głowę na moim ramieniu. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Jej oddech był równy i wyglądała tak spokojnie. 
Zapłaciłem gdy dojechaliśmy na odpowiednie bełchatowskie osiedle. Wziąłem dziewczynę na ręce, nie miałem serca jej budzić. Wjechaliśmy na moje 7 piętro, otworzyłem drzwi i od razu skierowałem swoje kroki do sypialni. Delikatnie ściągnąłem dziewczynie kurtkę i buty, przykryłem szczelnie kołdrą i wyszedłem wcześniej gasząc światło i zamykając drzwi. 
Ściągnąłem koszulę, spodnie i położyłem się na salonowej kanapie. Nie miałem siły nawet na kąpiel. Długo myślałem nad tym czy nie dać znać Karolowi, że jego siostra jest u mnie żeby się nie martwił, ale potem doszedłem do wniosku, że Dżej może tego nie chcieć, więc zrezygnowałem. I tak rozmyślając zmorzył mnie sen. 

*Gośka*

Otworzyłam oczy, było dość jasno, postanowiłam pójść do łazienki. Ale zaraz co to jest za pokój, mieszkanie? Powoli zaczęłam sobie przypominać wydarzenia z dnia poprzedniego. Pewnie to  mieszkanie Aleksa. Byłam mu wdzięczna, że nie pytał tylko po prostu był. 
Wyszłam z pokoju i skierowałam swoje kroki w stronę pomieszczenia, z którego dochodziła cicha muzyka. Stanęłam w progu i obserwowałam przez chwilę ruszającego się do muzyki Aleksa. Jak na 2 metry wysokości ruchy ma całkiem niezłe, tym bardziej, że robi to w samych bokserkach.
 - Hej, obudziłem Cię? Przepraszam. - głos chłopaka wyrwał mnie z rozmyśleń.
Pokiwałam przecząco głową, podeszłam i przytuliłam się do jego nagiej klatki piersiowej. 
- Przepraszam - powiedziałam - I dziękuję - dodałam, stanęłam na palcach i pocałowałam chłopaka w policzek. 
- Nie masz za co naprawdę- uśmiechnął się do mnie.
- Przeze mnie musiałeś spać na kanapie - kiwnęłam głową na owy mebel z rozrzuconym na sobie kocem.
 
*Aleks*
 
- Przestań, to nic takiego. Głodna?
- Jakoś nie.
- Nie przyjmuję takiej odpowiedzi. Jeśli chcesz najpierw możesz iść wziąć kąpiel. Na pralce jest czysty ręcznik, a tutaj proszę. Pewnie będziesz chciała założyć coś czystego myślę, że moja...
- Dziewczyna? - przerwała mi
- Siostra... się nie obrazi, że pożyczyłem- dodałem z uśmiechem i wręczyłem dziewczynie t-shirt i jeansy.
W czasie kiedy Dżej poszła do łazienki, ja skoczyłem się szybko ubrać, a następnie skończyłem śniadanie. 
- Siadaj i jedz, smacznego! - powiedziałem gdy Dżej weszła odświeżona do kuchni.
- Tosty z serem i pomidorem?
- Moje ulubione - powiedzieliśmy jednocześnie, po czym zaśmialiśmy się.
- Naprawdę dziękuję Ci  -powiedziała dziewczyna i wdzięcznie się uśmiechnęła.
- Naprawdę nie musisz. To dla mnie przyjemność, prawie zawsze siedzę tu sam. Uwierz mi, to bardzo miła odmiana zjeść śniadanie w świetnym towarzystwie. 
- Pewnie chciałbyś wiedzieć co się wczoraj stało - dziewczyna głęboko odetchnęła.
- Jeśli nie chcesz nie musisz mówić, rozumiem to - uśmiechnąłem się i położyłem rękę na dłoni Gosi.
- Obiecuję, że Ci kiedyś powiem, ale jeszcze nie dziś.
Naszą rozmowę przerwał dźwięk dzwonka do drzwi...


***************
 
Dziękuję Wam za ponad 3000 wyświetleń! Oddaję w Wasze ręce 6, mam nadzieję, że się spodoba. Pamiętajcie, a z resztą doskonale o tym wiecie, ze każdy komentarz daje kopa motywacyjnego. Do następnego!

sobota, 8 października 2016

5 rozdział


*Andrzej*

Nie mogę przestać o niej myśleć. Myślałem, że jak opuszczę Bełchatów na sezon, jeden cholernie dłużący się sezon to wszystko wróci do normy. Myliłem się...
Myślałem, że Edyta, moja była dziewczyna pomoże mi w tym. Miałem nadzieję, że zakocham się na tyle mocno, żeby wybić sobie raz, a porządnie Gośkę z głowy. Kolejna porażka...

Serce, które wtedy uwiodła, chyba ciągle będzie na nią czekać. 
Mimo, że między nami nic nie będzie, przez moje pieprzone ego.
Nie mogę powstrzymać się od wpatrywania się w Nią. 

Mam wrażenie, że od 2 lat moje życie to jest jedna wielka porażka. Efekt domino. Bezpowrotnie...

Najgorsze jest to, że nawet nie wiem, nie umiem, nie potrafię wyobrazić sobie jak bardzo ją skrzywdziłem. 
I jeszcze sposób w jaki sposób się dowiedziała. Miałem kochankę, obie nic o sobie nie wiedziały. Graliśmy mecz, to były moje urodziny, wygraliśmy. Dżej nie mogła przyjść, dziadkowie, których nie widziała prawie pół roku przyjechali do rodzinnego domu Kłosów. Siatkarska rodzina, więc nie mogło ich zabraknąć chociażby przed telewizorem. Po wygranym meczu, zostałem poproszony o wywiad, zgodziłem się oczywiście. Po kilku minutach Edyta, tak ta sama, rzuciła mi się na szyję i pocałowała mnie, na wizji... Dżej nie odbierała moich telefonów, nie odpisywała na sms-y, maile. Karol o nas nie wiedział, więc nie mogłem go przepytywać o jej stan. Byłem najzwyczajniej w świecie w dupie, w czarnej dupie... Jestem tak ogromnym tchórzem, że nawet nie potrafiłbym Gośce spojrzeć w oczy. I co zrobiłem, po prostu wyjechałem. 

*Karol*

Od dłuższego czasu zastanawiam się co jest grane. Andrzej zachowuje się...dziwnie. Nie poznaje go. Chodzi jakiś zamyślony, buja w obłokach ciągle, a gdy pytam o co chodzi, co słyszę? "Co? Nie nic."  Zaczyna mnie to wkurwiać, jest moim przyjacielem do cholery czy nie? Zmienił się. Kiedy? Około 2 lata temu, tylko dlaczego? Może się zakochał? Jeszcze ta niespodziewana zmiana klubu w zeszłym roku. Mnóstwo pytań, odpowiedzi znikąd.

*Gośka*

Przetańczyłam z Aleksem chyba z 5 piosenek i najzwyczajniej w świecie nie miałam już siły i musiałam odpocząć.  
- Muszę odpocząć - powiedziałam Serbowi na ucho, ten tylko skinął głową, złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić przez parkiet na nasze miejsca. Wypiłam jednym  duszkiem zawartość mojej szklanki.
- Przyznać się, który dolał mi wódki do mojego soku? - zapytałam lustrując wzrokiem chłopaków. Wszyscy w jednym momencie popatrzyli się na Winiara. Popatrzyłam złowrogo, z podniesioną brwią na niego.Od razu spuścił wzrok.
- W ramach rekompensaty - wysunął w moją stronę rękę, prosząc na parkiet. 
- O nie nie mój drogi, nie zasłużyłeś. Teraz to ja idę się przewietrzyć - wysłałam w ich stronę całusa w powietrzu i wyszłam na taras. 

Świeże powietrze dobrze mi zrobi, stanowczo za mocny był ten drink w wykonaniu Miśka. 
Po kilku minutach poczułam jak coś okrywa moje odkryte ramiona. Męska marynarka i te perfumy.
- Dziękuję, ale ja już wracam do środka. - zdjęłam marynarkę z siebie i oddałam właścicielowi. 
- Dżej, proszę porozmawiajmy - Dlaczego spojrzałam w te oczy?! Karciłam się w myślach.    
- To ja proszę, odpuść.
- Byliśmy tacy szczęśliwi. - powiedział gdy stałam tyłem.
- Właśnie, byliśmy. Ty to zepsułeś.
- Wiem! Gdybym mógł cofnąć...
- Ale nie możesz. - przerwałam mu. 
- Było minęło, nie przewija się video do tyłu - dodałam. 
- Przez ten rok zrozumiałem, doszedłem do wniosku, że brakuje mi Ciebie. Kocham Cię Dżej.
- Wiesz jak się czułam? Jak bolała twoja nieobecność? Jak nie mogłam spać? Bolało mnie dosłownie wszystko, a nie miałam nawet z kim o tym porozmawiać. Wiesz jak to jest gdy rozsypie Ci się cały świat, serce, a przed najbliższymi musisz chodzić z uśmiechem od ucha do ucha? Nie wiesz! Bo skąd masz wiedzieć, nie rozmawiałeś przecież o tym ze swoją kochanką. - rozpłakałam się, Andrzej chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Chcę o Tobie zapomnieć, z całych sił, ale nie mogę. Nienawidzę Cię. Dlaczego? Bo tak bardzo Cię kocham i nie potrafię tego zmienić. Niby przyzwyczaiłam się do tych ciągłych rozczarowań, a za każdym razem boli tak samo, cholernie mocno. Gdybym za każdą łzę dostawała dolara... byłabym pieprzoną miliarderką. - skończyłam monolog. 
- Dżej przepraszam. Jestem skończonym sukinsynem. Wiem to. Żałuję, cholernie żałuję.  Ale wiesz ja też Cię nienawidzę. Ale dlatego, że kochasz takiego sukinsyna jak ja. 
- Przeprosić można kogoś, kogo się popchnęło na chodniku, a nie kogoś, kogo miało się w dupie przez kilka miesięcy. Tęskniłam, ale jednak wolałabym nie...

czwartek, 29 września 2016

Przeprosiny :)

Cześć wszystkim!

Na wstępie chciałam wszystkich przeprosić za ten przestój. Sprawy zdrowotne, rodzinne, klasa maturalna, prawo jazdy, wszystko się na mnie zwaliło. Przepraszam Was i mam nadzieję, że wrócicie do mnie gdy tylko kolejny rozdział "wjedzie" na bloga :)

Jeszcze dzisiaj postaram się dodać "piątkę". Do zobaczenia! :)

wtorek, 16 sierpnia 2016

4 rozdział

18.30, wyszłam wyszykowana w swoim sylwestrowym stroju z łazienki. Zauważyłam w przedpokoju Andrzeja z Karolem. Ten drugi obrócony był do mnie tyłem.
- Wow! - powiedział Andrzej wlepiający we mnie swoje niebieskie spojrzenie.
Po tej reakcji mój brat odwrócił się i szeroko się uśmiechnął.
- Gośka wyglądasz...
- Wow! - przerwał Karolowi Andrzej.
- Czyli może być? - obróciłam się wokół własnej osi.
- Jeszcze pytasz?! - klasnął w dłonie Karol.
- Kurczę nie wzięłam aparatu z pokoju.
- Czekaj, ja pójdę. - powiedział Kłos i ruszył na górę.
- Pięknie wyglądasz - Andrzej nachylił się i szepnął mi do ucha gdy zostaliśmy sami.  Czułam jak przez moje ciało przechodzi dreszcz, ale nic nie odpowiedziałam. Nie mogłam, nie chciałam się złamać.
Z Andrzejem łączyło mnie coś więcej niż przyjaźń.

Karol długo nie wracał już miałam iść po niego gdy Wrona złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Dżej proszę Cię wybacz mi. Musiałem odejść. Musiałem odejść żeby zrozumieć, że to Ty jesteś tą najpiękniejszą, najmądrzejszą, najukochańszą, najlepszą. Gdybym nie odszedł to bym nie wiedział co straciłem. Kocham Cię Gośka. - ból w jego głosie podpowiadał mi że mówi prawdę, ale ja nie chciałam do tego wracać.
- A gdzie byłeś kiedy ja kochałam Ciebie? - wlepiłam wzrok w jego oczy, te cholerne oczy, których mi tak czasami brakuje. Uratował mnie schodzący na dól Karol.
- Mam, możemy jechać.
Karol pomógł mi założyć jeszcze swój płaszczyk. Pomimo, że był koniec roku, środek zimy to temperatury wcale tak bardzo nie doskwierały. Na dworze było około 10 stopni, więc mogłam sobie pozwolić na krótszy i cieńszy wariant.
Chłopcy poszli w stronę Andrzejowego auta, a ja zgarniając z szafki klucz zamknęłam drzwi.
Oni całą drogę rozmawiali, samochody, siatkówka, piłka nożna, a ja... ja siedziałam i wpatrywałam się w mijający krajobraz. Od czasu do czasu widziałam że Wrona zerka w moją stronę w lusterku.
Po co on to powiedział? Po co powiedział że mnie kocha? Przecież on nie jest zdolny do takich uczuć. Zamknęłaś ten rozdział, nie wracaj do tego! Krzyczała moja podświadomość. Nim się obejrzałam znaleźliśmy się na wielkiej posesji trenera Falasci.

Wyszłam z samochodu i skierowałam swoje kroki w głąb posesji. W dali zobaczyłam  Kacpra. Szybszym krokiem podeszłam i od tyłu zasłoniłam mu oczy.
- Wszędzie poznam ten zapach Dżej! - odwrócił się i szeroko się uśmiechnął. 
- A propos - Przybliżyłam się i powąchałam skrawek jego koszuli przy szyi.
- Masz szczęście, że zmieniłeś perfumy, bo inaczej bym się z tobą przestała zadawać. - na co młody libero się zaśmiał i mocno mnie przytulił.

*Andrzej*
To co było między mną, a Gośką to była magia. Dogadywaliśmy się świetnie, byliśmy jak zsynchronizowane zegarki.
Miałem nadzieję na inną reakcję z jej strony na moje wyznanie. No, ale czego ja się spodziewałem, że wskoczy mi w ramiona? Jestem idiotą.

Myślałem, że mnie krew zaleje jak widziałem jak jest szczęśliwa gdy rozmawia z Piechockim. Przy mnie też się tak uśmiechała.
- Stary co ty taki zamyślony jesteś? - z przemyśleń wyrwał mnie głos Karola.

- Co? Nie nic, idziemy? - weszliśmy do środka i przywitaliśmy się ze wszystkimi, zaczynając od gospodarzy.

*Gosia*
Z Kacprem pod rękę (tak było mi wygodniej iść w tych 15 centymetrowych szpilkach, no ale czego się nie robi dla świetnego wyglądu, a poza tym nie odziedziczyłam po tacie wzrostu jak mój przerośnięty braciszek) weszliśmy do środka. Zaczęliśmy się witać ze wszystkimi. 
Po tych formalnościach zaczęła się impreza. Wódka, szot za szotem i tańce. Zapomniałam wtedy o wszystkich przykrościach, smutkach i o Wronie. 
- Chodź tańczyć, bo mi się tu z nimi za bardzo schlejesz.- zaśmiał się Kacper i pociągnął mnie za rękę.
- Ale Ci Panowie wcale mi krzywdy nie robili. - wybełkotałam i promiennie się uśmiechnęłam do po kolei siedzących Winiara, Szampona, Srecko, Facu i osobnika, którego jeszcze nie zdążyłam poznać.
- Dobra, dobra ja swoje wiem - uciszył mnie i porwał na parkiet. 
Przetańczyłam z nim chyba z 3 piosenki.
- Odbijamy, można? - zapytał niezidentyfikowany osobnik.
- Oddaję Cię w dobre ręce koleżanko, pilnuj jej - zaśmiał się libero po zwrocie skierowanym do mojego nowego partnera. Na złość lub nie rozbrzmiał wolny kawałek.
- My chyba się jeszcze nie zdążyliśmy poznać prawda? - zapytał po angielsku.
- Nie, najpierw chyba chciałeś mnie opić. - zaśmiałam się, co podłapał również mój rozmówca.
- Rozgryzłaś mnie. Nazywam się Aleksandar Atanasijević, ale mów mi proszę Aleks.- pokazał rządek swoich białych zębów.
- Gosia Kłos. zawtórowałam uśmiechem.
- Goszia, bardzo ładne imię, - na wymowę moje imienia nie mogłam inaczej zareagować jak śmiechem. 
- Żeby było prościej, znajomi mówią do mnie Dżej. - promiennie się uśmiechnęłam.
- Dżej, też bardzo ładnie i o wiele prościej. - zaśmiał się Aleks.
- W taki razie miło mi Cię poznać Aleks.
- Mi również Dżej. - siatkarz pocałował mnie w policzek. Równocześnie gdy usta Aleksa muskały mój policzek, przez moje ciało przeszedł dziwny, ale jakże przyjemny dreszcz, chłopak chyba poczuł dokładnie to samo, bo przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się w swoje oczy.

********* 
No i jest 4, jak się podoba? Proszę choć o komentarz z "kropką", to już coś :)
Do następnego! 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

3 rozdział



31 grudzień. Zdecydowałam się pójść na tą imprezę i dobrze się bawić. Obco na pewno czuć się nie będę ponieważ nie da się ignorować tych wielkoludów. Znam większość drużyny, ale oczywiście w tym sezonie doszły nowe twarze, których nie miałam jeszcze okazji poznać. 

Obudziłam się dzisiaj dość wcześnie, ale mimo to wstałam bez żadnych oporów z czego byłam bardzo zadowolona. Nie chciało mi się jeszcze ubierać, więc na dół do kuchni zeszłam w piżamie. Miałam ochotę na jakieś pożywne śniadanko. Pancakes – amerykańskie naleśniki. Uwielbiałam je, a nauczył mnie ich mój wujek, brat taty. Dość sporo czasu mieszkał w Ameryce i się nauczył, a potem przelał swoją wiedzę na ukochaną chrześnicę.  
Zrobiłam naleśniki i postawiłam na stole. Obok postawiłam jeszcze syrop klonowy, nutellę i pokrojonego w miseczce banana. 

- Cześć, a ty co tak wcześnie wstałaś? – usłyszałam za sobą głos mojego brata.
- Hej, bo się wyspałam. Siadaj i jedz. – wskazałam na talerze i się szeroko uśmiechnęłam.
- Ja mam z Tobą za dobrze siostra.
- Bądź spokojny, odrobisz. – odpowiedziałam i wystawiłam w jego stronę język.
- Ola przyjedzie? – zapytałam, a jemu mina zrzedła.
- Co jest Karol? – zapytałam na co on tylko wzruszył ramionami.
- Mów co się dzieje i nie każ mi dzwonić do niej osobiście. – wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.
- Nie musisz, nie przyjedzie. – powiedział i znowu spuścił wzrok.
- Pokłóciliście się?
- Też. – i ironicznie się uśmiechnął. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Rozstaliśmy się. –powiedział środkowy i skierował się do salonu.

Zamurowało mnie. Jak to się rozstali? Przecież tak się kochali. Ich związek był dla mnie przykładem jak takowy powinien wyglądać. A może tylko z boku wyglądali na szczęśliwych? Nie mogłam tego tak zostawić. 

Skierowałam swoje kroki do pomieszczenia, w którym znajdował się mój brat. Usiadłam obok niego na kanapie i po prostu się do niego przytuliłam. Środkowy zacisnął mocniej ramiona. Nie wiem ile tak siedzieliśmy w milczeniu.
- Tego było mi trzeba siostra. - Karol odsunął się i się uśmiechnął. Odwzajemniłam gest. Wiedział, że chcę wiedzieć coś więcej.
- Nie układało nam się już dość spory czas. Sama powiedz kiedy Olka ostatni raz tutaj była?
Zamyśliłam się chwilę. – z 5 miesiące temu.
- No właśnie. Ja jeżdżę do tej pieprzonej Warszawy w każdej wolnej chwili.
- Nie chcę jej bronić, ale przecież wiesz, że nie może się tu przeprowadzić, bo ma jeszcze jeden rok studiów.
- To nie broń. Nie oczekuje od niej, że od razu się tu przeprowadzi, ale mogłaby choć od czasu do czasu to ona przyjechać do swojego narzeczonego nie uważasz? – poszedł do swojego pokoju.

Miał racje, to on ciągle do niej jeździł, a Olka przyjeżdżała może 4 razy na rok. W związku na odległość jest ciężko, a zaangażowania potrzeba z obu stron. To nie fair! Karol na to nie zasłużył.
Postanowiłam mu nie przeszkadzać, chwila samotności dobrze mu zrobi. Wzięłam się więc do sprzątania. Musiałam trochę ogarnąć kuchnię i łazienkę, bo wołały o pomstę do nieba. 

Zajęło mi to około 1,5h. Uff, dobrze, że zostałam w piżamie i się wcześniej nie kąpałam, bo strasznie się spociłam. Skierowałam swoje kroki do swojej sypialni, wzięłam już wcześniej naszykowane ubrania i skierowałam się w kierunku łazienki. 

- Karol do cholery ja tam szłam! – warknęłam gdy starszy Kłos wepchał się przede mną do łazienki.
- Tak? Nie zauważyłem. – wydukał zza drzwi.
- Jak ja cię nienawidzę. – mruknęłam pod nosem odchodząc.
- Też cię kocham siostrzyczko! – krzyknął roześmiany.

Usiadłam sobie wygodnie na łóżku z laptopem na kolanach i zaczęłam przeglądać co się ciekawego dzieje w sieci. Zalogowałam się na facebooka, ale jak zwykle nic ciekawego się tam nie dzieje.
- Skończyłem, możesz już iść. – usiadł koło mnie Karol.
- Nie lubię cię. – założyłam ręce na piersi i zrobiłam naburmuszoną minę jak przedszkolak.
- Dobra dobra, ja wiem swoje. – powiedział i dźgnął mnie w żebra.
- Wiem jak możesz odkupić swoje winy – uśmiechnęłam się promiennie do środkowego.
- Zamieniam się w słuch. – i poprawił się na łóżku.
- Zakupy! – pisnęłam i jeszcze szerzej się uśmiechnęłam.
- Nie ma mowy. Zapomnij. – zaczął się migać.
- Ej, ale ja nie mam w czym iść na ten sylwester.
- Idziesz? – zapytał ucieszony na co skinęłam głową.
- No to już, masz 10 minut i jedziemy. –klasnął w dłonie i wyszedł z pokoju.

Zaparkowaliśmy na parkingu pod galerią. Gdy tylko weszliśmy zaczęłam swój bieg po sklepach. Kupiłam sobie nowe czarne szpilki. Klasyka, to uwielbiam!
Po 2 godzinach dałam odpocząć mojemu dzielnemu towarzyszowi (tragarzowi).
- Wszystko kupione? To idziemy! – powiedział pewnie już zirytowany ilością zaliczonych sklepów.
- Niech Ci będzie. Dziękuję. – cmoknęłam go w policzek.
-- Moja karta poleca się na przyszłość, ale już bez swojego właściciela.
- Oj już nie marudź, a w ogóle czym jedziemy na imprezę? Twoim?
- Nie coś ty. Myślisz, że ja bym odpuścił picie w nowy rok? Zabawne! – zaśmiał się
- To jak się tam dostaniemy, to drugi koniec miasta. Taryfa?
- Nie, Andrzej po nas przyjedzie o 18.30. – nic już nie powiedziałam, tylko nikle się uśmiechnęłam. Wspomnienia wróciły.

********* 
Wiem, że krótko, ale chciałam skończyć na chwili niepewności. Kolejny już napisany, powinien pojawić się jutro. Do zobaczenia.


sobota, 23 lipca 2016

2 rozdział



*Karol*

Na halę dotarłem po kilku minutach. Na parkingu spotkałem Kacpra.
- Hej, wracasz do treningów? – zapytał młody Libero
- Siema, tak. Kiedyś trzeba wrócić do normalności.
- A jak ona się trzyma? – zapytał o Gośkę patrząc przed siebie. Słyszałem, że nieźle się pocięli jeszcze przed śmiercią rodziców.
- Wiesz jak jest, może spróbuj zadzwonić.
- Myślisz, że nie próbowałem?! Setki razy, zawsze odrzuca połączenie. – powiedział zrezygnowany.
- Spróbuj wieczorem, odbierze. – powiedziałem i lekko się uśmiechnąłem. Wiedziałem, że Gośka mnie wyzywa za to, ale są najlepszymi przyjaciółmi, a ja wiem ile znaczy taka przyjaźń.
Poszliśmy do szatni tam już była reszta chłopaków. Wszyscy ucieszyli się na mój widok. Chwilę pogadaliśmy, przepraliśmy się i już mieliśmy wychodzić gdy do szatni przyszedł trener.
- Dzień Dobry trenerze. – chórek męskich głosów zabrzmiał.
- Cześć chłopaki. Wy naprawdę myśleliście, że będę Wam kazał wylewać siódme poty w przed dzień sylwestra? – zapytał rozbawiony widząc nasze zdziwione miny i stroje treningowe.
- A nie? – zapytał Włodarczyk, żeby się upewnić czy Falasca nic nie kombinuje.
- Zwołałem was tu, aby wszystkich zaprosić na jutrzejszy wieczór u mnie. – powiedział z uśmiechem.
- Oczywiście z waszymi wybrankami. – dodał po chwili.
- Na soczek, wodę i bezglutenowe pierożki? – zażartował Szampon
- Myślę, że znajdzie się coś mocniejszego i nadającego się do zjedzenia. – dodał trener z rozbawieniem. – U mnie o 20. Do zobaczenia! – i wyszedł.
Wszyscy z powrotem zaczęliśmy się przebierać. Po ok. 10 minutach opuściliśmy halę.
Zaczęliśmy rozjeżdżać się w swoje strony. Wsiadłem do samochodu i odczytałem sms’a. Byłem pewny, że jest on od Dżej, ale nie.

„Weź ze sobą Gosię, proszę. Dobrze jej to zrobi.„ :Trener

- Stary, jest na mnie wściekła nie? – zapytał zdeterminowany młodziak gdy tylko opuściłem szybę, po tym jak w nią pukał.
- Kurwa Kacper, nie zwierzamy się sobie ze wszystkiego. Nie wiem co między wami zaszło, nic mi o tym nie mówiła. Po prostu widziałem jak zachowuje się gdy widzi połączenie od ciebie, jak reaguję gdy tylko ktoś użyje twojego imienia. Jeśli Ci zależy na niej, na waszej przyjaźni to wsiadaj! – Gośka na pewno mnie teraz zabije pomyślałem.
Po chwili młody Piechocki siedział na fotelu pasażera. Droga do domu minęła nam w milczeniu, młody chyba zbierał myśli przed tym spotkaniem.
- Ona prędzej mnie zabije niż ciebie, więc wyluzuj. – klepnąłem go w plecy gdy byliśmy już przed drzwiami.
Otworzyłem ostrożnie drzwi i weszliśmy do środka. Było słychać muzykę i było czuć cudowny zapach popisowej zapiekanki mojej siostry.
Wszedłem do kuchni, Kacper trzymał się za mną.
- Cześć siostrzyczko, wróciłem. – powiedziałem z entuzjazmem.
- Hej, co tak wcze…- przerwała gdy ujrzała za mną Kacpra.
- Co on do cholery tu robi?! – krzyknęła
- Gośka, musicie w końcu pogadać! – tym razem ja podniosłem głos.
- Ja nic nie muszę, a tym bardziej nie z nim! – ponownie krzyknęła i pobiegła do swojego pokoju.
- Mówiłem, ze nie będzie chciała ze mną rozmawiać. – powiedział i usiadł na krześle z głową w dłoniach. Usiadłem koło niego.
- Powiesz mi co między Wami zaszło?
Kacper wziął głęboki oddech i popatrzył przed siebie.
- Tydzień przed wypadkiem byliśmy na imprezie. Wypiłem wtedy trochę więcej niż zwykle. Odprowadziłem ją pod same drzwi. Zaprosiła mnie do środka na herbatę. Już od dłuższego czasu nie myślałem o niej jak o przyjaciółce. Chciałem czegoś więcej, a wtedy jeszcze doszedł do tego alkohol. Gdy weszliśmy do domu zacząłem ją całować, mimo, że mnie odpychała ja dalej to kontynuowałem. – miałem ochotę mu przywalić, ale widziałem, że tego żałuje.
W końcu się opamiętałem, powiedziałem, że ją kocham i nie odpuszczę. Po tym wyszedłem. Ot cała historia. Ona mi tego nie wybaczy. Lepiej już pójdę. – powiedział i zaczął zbierać się do wyjścia.
- Nie, poczekaj. Masz, jej ulubiona. Idź do niej. – dałem młodemu kubek ulubionej herbaty Gośki i odprowadziłem go wzrokiem pod same drzwi Dżej, a sam zaległem na kanapie przed telewizorem.

*Gośka*

Po co on w ogóle tutaj przyszedł? A Karol, na chuj się w to miesza? – plułam jadem chyba na kilometr, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Czego?! – warknęłam. Drzwi się uchyliły i zobaczyłam w nich posturę Piechockiego.
- Gośka pogadajmy, proszę. – powiedział. Widziałam w jego oczach…ból.
- Więc mów. – odparłam.
- Dżej, nie będę się usprawiedliwiać alkoholem. On to tylko spotęgował, ale nie to jest najważniejsze. Wiesz bardzo dobrze, że nigdy bym cię nie skrzywdził. Kocham cię, wiem że to jest tylko przyjaźń i ja to rozumiem. Teraz już rozumiem. Nie chcę Cię stracić. Przejdzie mi to z czasem obiecuję, tylko nie odpychaj mnie od siebie. Ten miesiąc był dla mnie cholernie trudny, ale to i tak nic przy tym co musiałaś czuć ty. Straciłaś rodziców i jeszcze osobę, którą uważałaś za przyjaciela chciała cię przelecieć. Jestem pieprzonym egoistą. Wstyd mi za to, cholernie mi wstyd Dżej! – ostatnie zdanie powiedział z takim bólem w głosie. Widziałam, że ma łzy w oczach. Był dla mnie jak brat i nie chciałam tego zmieniać. Miłość zniszczyłaby wszystko. Nie chciałam niszczyć tej przyjaźni, była zbyt cenna.
Kacper widząc brak reakcji z mojej strony odwrócił się w stronę drzwi z zamiarem wyjścia.
- Nie, Kacper poczekaj! – złapałam go za nadgarstek.
Obrócił się twarzą do mnie, a ja nie czekając na jego reakcję mocno się w niego wtuliłam. Emocje puściły, a z moich oczu zaczęły spływać łzy. Kacper objął mnie jeszcze mocniej.
- Zmieniłeś perfumy. – stwierdziłam, na co Libero tylko skinął głową.
- Są paskudne! – dodałam, na co Kacper się tylko zaśmiał.
Nie mam pojęcia jak długo tak staliśmy, ale nie przeszkadzało nam to.

- Hallo! Obiad już wystygł, a nie wiem czy wiecie, ale jestem duży i potrzebuję jeść. – wypalił Karol gdy wszedł do mojego pokoju.
- Już idę głodomorze!
- Zostaniesz na obiedzie? Zrobiłam zapiekankę. – zwróciłam się do Kacpra.
- Jeszcze pytasz! – wiedziałam, że zadziała.

Zeszliśmy na dół gdzie naszykowałam obiad i dołożyłam nakrycie dla Piechockiego. Po kilku minutach siedzieliśmy już przy stole i konsumowaliśmy posiłek. Chyba im smakuje, bo prawie się nie odzywają tylko siedzą z nosem w talerzu. Po zjedzeniu wspólnie posprzątaliśmy po obiedzie.
- Musze już iść. – zakomunikował Kacper.
- Dzięki stary! – zwrócił się do Karola i przybili sobie piątkę.
Odprowadziłam Piechockiego pod drzwi.
- Trener zaprosił nas na sylwestra, przyjdziesz? – zapytał.
- Pomyślę. – droczyłam się z nim. Przytuliłam go na pożegnanie.
- Musze Ci kupić nowe perfumy! – powiedziałam gdy się od niego odsunęłam.
- Aż tak źle? – zapytał na co tylko pokiwałam głową i uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- Prezent od babci. – poklepałam go po ramieniu współczując, a chwile później wybuchnęliśmy śmiechem.
- No tak można było się tego spodziewać. Leć już. – pocałował mnie w policzek i wyszedł.

Poszłam do salonu gdzie siedział Karol.
- Zabić Cię to mało! – zaśmiałam się.
- Co mówiłaś? – podniósł brew do góry.
- Kocham Cię braciszku!
- Ja Ciebie też!

niedziela, 17 lipca 2016

1 rozdział



Obudziłem się dość wcześnie. Wstałem z takim kopem pozytywnej energii. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem dres i pobiegłem do piekarni po świeże bułki. Po drodze zauważyłem, że kwiaciarnia przy naszym bloku jest otwarta. Zapukałem  i wszedłem do środka.
- Dzień dobry.
- O dzień dobry. – przywitała mnie staruszka z pociesznym uśmiechem
- Czy dziś otwarte?
- W zasadzie jeszcze nieczynne, ale mój drogi czego potrzebujesz?
- Poproszę bukiet herbacianych róż jeśli to nie problem.
Starsza kobieta zniknęła z pola widzenia i za chwilę wróciła z przepięknym bukietem.
- Dziękuję jest Pani kochana. – powiedziałem z uśmiechem
- Nie ma za co syneczku.
Wróciłem do mieszkania z bananem na twarzy. Postanowiłem zmienić dotychczasowe postępowania. Przygotowałem swoje „popisowe” śniadanie… bułki z twarożkiem, sałatą, pomidorem i rzodkiewką dla Goski i dla siebie oczywiście z szyną jako przedstawiciel męskiego grona. Wziąłem zakupiony przeze mnie bukiet i pomaszerowałem do pokoju jeszcze śpiącej siostry.
Wszedłem cicho i ukucnąłem przy brzegu łóżka.
- Gosia – szturchnąłem lekko jej ramię, ponownie i dalej nic.
- Gośka! – powiedziałem trochę głośniej wprost do jej ucha.
- Pogrzało Cię, jeszcze pięć minut. – odpowiedziała i przewróciła się na drugi bok.
- Wstawaj leniu.
- Karol oddawaj tą kołdrę! – krzyknęła i spojrzała na mnie.
- To dla mnie? – i kiwnęła głową na kwiaty.
- Tak, proszę. – wręczyłem jej do ręki.
- Gosia, dzisiaj rano zrozumiałem, że nie możemy tak dłużej. Rodzice nie chcieliby żebyś ciągle chodziła smutna, ja tego nie chcę. Pragnę zobaczyć znów ten uśmiech na widok, którego każdemu mojemu kumplowi świecą się oczka za co mam ochotę im przywalić, ale to szczegół. – na moje słowa Dżej zachichotała.
- Wiem, długo w nocy o tym myślałam. Ty masz klub i reprezentacje, musisz w końcu wznowić treningi. Masz rację, tato nie byłby zadowolony gdyby nie usłyszał tam w niebie więcej mojego śmiechu.
- Śmiech jak świnia kaszel. – zacząłem się śmiać.
- Ej! A ty to lepszy?! Śmiech jakby koń na blachę szczał!
- Ładnie to tak pyskować starszemu bratu? – zacząłem ją gilgotać.
-   Dobra poddaje się, wygrałeś!
- Brawo ja!
- Brawo ty chuderlaczku! – dostałem kuksańca w bok.
- Choć śniadanie gotowe – wyciągnąłem rękę, którą Dżej momentalnie chwyciła.
Śniadanie minęło nam na rozmowach i śmianiu się. Dawno to tak nie wyglądało.
- Kocham Cię wiesz? A i dziękuję za kwiaty, są piękne. - powiedziała i przytuliła się do moich pleców gdy szykowałem się na trening.
- Nie podlizuj się.  – wytknąłem jej język
- Może pójdziesz ze mną na trening?
- Wiesz, przepraszam, ale jeszcze nie dzisiaj. – powiedziała, a ja się uśmiechnąłem i skinąłem głową. Rozumiałem to i nie miałem za złe.
- Będę za jakieś 4 godziny, jakby co to dzwoń. Trzymaj się.  – pocałowałem Dżej w czoło i wyszedłem.

*Gosia*

Karol ma racje. W nocy długo nie spałam, rozmyślałam jak to dalej będzie. Doszłam do wniosku, że będzie po prostu dobrze, inaczej, ale dobrze.
Po wyjściu Karola postanowiłam najpierw ogarnąć siebie, a później dom. Mama zawsze lubiła czystość.
Poszłam do sypialni, pierwszy raz od miesiąca zastanawiałam się w co się ubrać. Wcześniej nawet nie wychodziłam z łóżka, a tym bardziej z domu, więc nie miałam potrzeby dobrego wyglądu. Nigdy nie była dziewczyną typu „modnisia”, zawsze starałam się trzymać na uboczu choć nie zawsze mi się to udawało, ponieważ jak to mój tato mawiał odziedziczyłam urodę po jego przepięknej żonie i nic dziwnego, że nie mogę odpędzić się od chłopaków, bo ona też nie mogła, a spośród wielu wybrała właśnie jego. 
Postawiłam na czarne legginsy i  beżowy ciut dłuższy sweter. Pognałam do łazienki, tam rozczesałam swoje niesforne włosy, a po umyciu się nałożyłam lekki makijaż.
- Gotowe! Wyszło całkiem nieźle. – uśmiechnęłam się do swojego lustrzanego odbicia.
Posprzątałam resztki po śniadaniu, włączyłam swoją ulubioną składankę, a następnie poodsłaniałam wszystkie okna.
- Od razu lepiej.- powiedziałam z uśmiechem.
Po ogarnięciu domu, ubrałam płaszcz i buty. Przydałoby się zrobić jakieś zakupy. Wyszłam z mieszkania, zamykając je za sobą. Poszłam do garażu i wsiadłam do samochodu. Samochodu, który należał do mojej mamy.
- Kocham Cie mamo. – szepnęłam i odpaliłam silnik.
Pojechałam do pobliskiego supermarketu. Wzięłam duży wózek i zaczęłam przemarsz między sklepowymi półkami. Po 15 minutach, mój wózek był wypełniony calutki. Trochę dawno nie robiliśmy zakupów. Przy kasie uregulowałam rachunek i zapakowanymi torbami opuściłam sklep.
Jak na złość jedna z toreb musiała się urwać i zawartość wyleciała na chodnik. Zdenerwowana wrzuciłam resztę siatek do samochodu, który na szczęście zostawiłam prawie że pod samymi drzwiami. Wróciłam w pechowe miejsce i zaczęłam zbierać rozsypane produkty, gdy zauważyłam, że ktoś mi pomaga.
- Proszę bardzo. – mężczyzna oddał mi moje zakupy i oddalił się.
- Dziękuję! – krzyknęłam jeszcze.
Produkty włożyłam do pozostałych toreb i wsiadłam za kierownicę. Gdy miałam odjeżdżać zobaczyłam tego mężczyznę siedzącego na kartonie z boku sklepu.
Wysiadłam i wzięłam z zakupionych przed chwilą produktów bułki, ser żółty i butelkę wody.
- To dla Pana. Smacznego! – powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuję, jest Pani wspaniała. – odpowiedział mi starszy mężczyzna.
Odchodząc spojrzałam jeszcze na swoje dłonie. Zdjęłam z nich najzwyklejsze czarne, ale za to bardzo ciepłe rękawiczki i wręczyłam je bezdomnemu.
Obdarował mnie tak szczerym uśmiechem jakiego jeszcze nigdy nie widziałam.