*Karol*
Na
halę dotarłem po kilku minutach. Na parkingu spotkałem Kacpra.
-
Hej, wracasz do treningów? – zapytał młody Libero
-
Siema, tak. Kiedyś trzeba wrócić do normalności.
- A
jak ona się trzyma? – zapytał o Gośkę patrząc przed siebie. Słyszałem, że
nieźle się pocięli jeszcze przed śmiercią rodziców.
-
Wiesz jak jest, może spróbuj zadzwonić.
-
Myślisz, że nie próbowałem?! Setki razy, zawsze odrzuca połączenie. –
powiedział zrezygnowany.
-
Spróbuj wieczorem, odbierze. – powiedziałem i lekko się uśmiechnąłem.
Wiedziałem, że Gośka mnie wyzywa za to, ale są najlepszymi przyjaciółmi, a ja
wiem ile znaczy taka przyjaźń.
Poszliśmy
do szatni tam już była reszta chłopaków. Wszyscy ucieszyli się na mój widok.
Chwilę pogadaliśmy, przepraliśmy się i już mieliśmy wychodzić gdy do szatni
przyszedł trener.
-
Dzień Dobry trenerze. – chórek męskich głosów zabrzmiał.
-
Cześć chłopaki. Wy naprawdę myśleliście, że będę Wam kazał wylewać siódme poty
w przed dzień sylwestra? – zapytał rozbawiony widząc nasze zdziwione miny i stroje treningowe.
- A
nie? – zapytał Włodarczyk, żeby się upewnić czy Falasca nic nie kombinuje.
-
Zwołałem was tu, aby wszystkich zaprosić na jutrzejszy wieczór u mnie. –
powiedział z uśmiechem.
-
Oczywiście z waszymi wybrankami. – dodał po chwili.
- Na
soczek, wodę i bezglutenowe pierożki? – zażartował Szampon
-
Myślę, że znajdzie się coś mocniejszego i nadającego się do zjedzenia. – dodał trener
z rozbawieniem. – U mnie o 20. Do zobaczenia! – i wyszedł.
Wszyscy
z powrotem zaczęliśmy się przebierać. Po ok. 10 minutach opuściliśmy halę.
Zaczęliśmy
rozjeżdżać się w swoje strony. Wsiadłem do samochodu i odczytałem sms’a. Byłem
pewny, że jest on od Dżej, ale nie.
„Weź ze sobą Gosię, proszę. Dobrze jej to
zrobi.„ :Trener
-
Stary, jest na mnie wściekła nie? – zapytał zdeterminowany młodziak gdy tylko
opuściłem szybę, po tym jak w nią pukał.
-
Kurwa Kacper, nie zwierzamy się sobie ze wszystkiego. Nie wiem co między wami
zaszło, nic mi o tym nie mówiła. Po prostu widziałem jak zachowuje się gdy widzi
połączenie od ciebie, jak reaguję gdy tylko ktoś użyje twojego imienia. Jeśli
Ci zależy na niej, na waszej przyjaźni to wsiadaj! – Gośka na pewno mnie teraz
zabije pomyślałem.
Po
chwili młody Piechocki siedział na fotelu pasażera. Droga do domu minęła nam w
milczeniu, młody chyba zbierał myśli przed tym spotkaniem.
-
Ona prędzej mnie zabije niż ciebie, więc wyluzuj. – klepnąłem go w plecy gdy byliśmy
już przed drzwiami.
Otworzyłem
ostrożnie drzwi i weszliśmy do środka. Było słychać muzykę i było czuć cudowny
zapach popisowej zapiekanki mojej siostry.
Wszedłem
do kuchni, Kacper trzymał się za mną.
-
Cześć siostrzyczko, wróciłem. – powiedziałem z entuzjazmem.
-
Hej, co tak wcze…- przerwała gdy ujrzała za mną Kacpra.
- Co
on do cholery tu robi?! – krzyknęła
-
Gośka, musicie w końcu pogadać! – tym razem ja podniosłem głos.
- Ja
nic nie muszę, a tym bardziej nie z nim! – ponownie krzyknęła i pobiegła do
swojego pokoju.
-
Mówiłem, ze nie będzie chciała ze mną rozmawiać. – powiedział i usiadł na
krześle z głową w dłoniach. Usiadłem koło niego.
-
Powiesz mi co między Wami zaszło?
Kacper
wziął głęboki oddech i popatrzył przed siebie.
-
Tydzień przed wypadkiem byliśmy na imprezie. Wypiłem wtedy trochę więcej niż
zwykle. Odprowadziłem ją pod same drzwi. Zaprosiła mnie do środka na herbatę. Już
od dłuższego czasu nie myślałem o niej jak o przyjaciółce. Chciałem czegoś
więcej, a wtedy jeszcze doszedł do tego alkohol. Gdy weszliśmy do domu zacząłem
ją całować, mimo, że mnie odpychała ja dalej to kontynuowałem. – miałem ochotę
mu przywalić, ale widziałem, że tego żałuje.
W
końcu się opamiętałem, powiedziałem, że ją kocham i nie odpuszczę. Po tym
wyszedłem. Ot cała historia. Ona mi tego nie wybaczy. Lepiej już pójdę. –
powiedział i zaczął zbierać się do wyjścia.
-
Nie, poczekaj. Masz, jej ulubiona. Idź do niej. – dałem młodemu kubek ulubionej
herbaty Gośki i odprowadziłem go wzrokiem pod same drzwi Dżej, a sam zaległem
na kanapie przed telewizorem.
*Gośka*
Po
co on w ogóle tutaj przyszedł? A Karol, na chuj się w to miesza? – plułam jadem
chyba na kilometr, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
-
Czego?! – warknęłam. Drzwi się uchyliły i zobaczyłam w nich posturę Piechockiego.
-
Gośka pogadajmy, proszę. – powiedział. Widziałam w jego oczach…ból.
-
Więc mów. – odparłam.
-
Dżej, nie będę się usprawiedliwiać alkoholem. On to tylko spotęgował, ale nie
to jest najważniejsze. Wiesz bardzo dobrze, że nigdy bym cię nie skrzywdził.
Kocham cię, wiem że to jest tylko przyjaźń i ja to rozumiem. Teraz już
rozumiem. Nie chcę Cię stracić. Przejdzie mi to z czasem obiecuję, tylko nie
odpychaj mnie od siebie. Ten miesiąc był dla mnie cholernie trudny, ale to i
tak nic przy tym co musiałaś czuć ty. Straciłaś rodziców i jeszcze osobę, którą
uważałaś za przyjaciela chciała cię przelecieć. Jestem pieprzonym egoistą. Wstyd
mi za to, cholernie mi wstyd Dżej! – ostatnie zdanie powiedział z takim bólem w
głosie. Widziałam, że ma łzy w oczach. Był dla mnie jak brat i nie chciałam
tego zmieniać. Miłość zniszczyłaby wszystko. Nie chciałam niszczyć tej
przyjaźni, była zbyt cenna.
Kacper
widząc brak reakcji z mojej strony odwrócił się w stronę drzwi z zamiarem
wyjścia.
-
Nie, Kacper poczekaj! – złapałam go za nadgarstek.
Obrócił
się twarzą do mnie, a ja nie czekając na jego reakcję mocno się w niego
wtuliłam. Emocje puściły, a z moich oczu zaczęły spływać łzy. Kacper objął mnie
jeszcze mocniej.
-
Zmieniłeś perfumy. – stwierdziłam, na co Libero tylko skinął głową.
- Są
paskudne! – dodałam, na co Kacper się tylko zaśmiał.
Nie
mam pojęcia jak długo tak staliśmy, ale nie przeszkadzało nam to.
-
Hallo! Obiad już wystygł, a nie wiem czy wiecie, ale jestem duży i potrzebuję
jeść. – wypalił Karol gdy wszedł do mojego pokoju.
-
Już idę głodomorze!
-
Zostaniesz na obiedzie? Zrobiłam zapiekankę. – zwróciłam się do Kacpra.
-
Jeszcze pytasz! – wiedziałam, że zadziała.
Zeszliśmy
na dół gdzie naszykowałam obiad i dołożyłam nakrycie dla Piechockiego. Po kilku
minutach siedzieliśmy już przy stole i konsumowaliśmy posiłek. Chyba im
smakuje, bo prawie się nie odzywają tylko siedzą z nosem w talerzu. Po
zjedzeniu wspólnie posprzątaliśmy po obiedzie.
-
Musze już iść. – zakomunikował Kacper.
-
Dzięki stary! – zwrócił się do Karola i przybili sobie piątkę.
Odprowadziłam
Piechockiego pod drzwi.
- Trener
zaprosił nas na sylwestra, przyjdziesz? – zapytał.
-
Pomyślę. – droczyłam się z nim. Przytuliłam go na pożegnanie.
-
Musze Ci kupić nowe perfumy! – powiedziałam gdy się od niego odsunęłam.
- Aż
tak źle? – zapytał na co tylko pokiwałam głową i uśmiechnęłam się
pokrzepiająco.
-
Prezent od babci. – poklepałam go po ramieniu współczując, a chwile później
wybuchnęliśmy śmiechem.
- No
tak można było się tego spodziewać. Leć już. – pocałował mnie w policzek i
wyszedł.
Poszłam
do salonu gdzie siedział Karol.
-
Zabić Cię to mało! – zaśmiałam się.
- Co
mówiłaś? – podniósł brew do góry.
-
Kocham Cię braciszku!
- Ja
Ciebie też!
*,* Karol i Gosia to takie słodkie rodzeństwo <3
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy---> http://milosc-to-najwieksza-choroba.blogspot.com/