sobota, 23 lipca 2016

2 rozdział



*Karol*

Na halę dotarłem po kilku minutach. Na parkingu spotkałem Kacpra.
- Hej, wracasz do treningów? – zapytał młody Libero
- Siema, tak. Kiedyś trzeba wrócić do normalności.
- A jak ona się trzyma? – zapytał o Gośkę patrząc przed siebie. Słyszałem, że nieźle się pocięli jeszcze przed śmiercią rodziców.
- Wiesz jak jest, może spróbuj zadzwonić.
- Myślisz, że nie próbowałem?! Setki razy, zawsze odrzuca połączenie. – powiedział zrezygnowany.
- Spróbuj wieczorem, odbierze. – powiedziałem i lekko się uśmiechnąłem. Wiedziałem, że Gośka mnie wyzywa za to, ale są najlepszymi przyjaciółmi, a ja wiem ile znaczy taka przyjaźń.
Poszliśmy do szatni tam już była reszta chłopaków. Wszyscy ucieszyli się na mój widok. Chwilę pogadaliśmy, przepraliśmy się i już mieliśmy wychodzić gdy do szatni przyszedł trener.
- Dzień Dobry trenerze. – chórek męskich głosów zabrzmiał.
- Cześć chłopaki. Wy naprawdę myśleliście, że będę Wam kazał wylewać siódme poty w przed dzień sylwestra? – zapytał rozbawiony widząc nasze zdziwione miny i stroje treningowe.
- A nie? – zapytał Włodarczyk, żeby się upewnić czy Falasca nic nie kombinuje.
- Zwołałem was tu, aby wszystkich zaprosić na jutrzejszy wieczór u mnie. – powiedział z uśmiechem.
- Oczywiście z waszymi wybrankami. – dodał po chwili.
- Na soczek, wodę i bezglutenowe pierożki? – zażartował Szampon
- Myślę, że znajdzie się coś mocniejszego i nadającego się do zjedzenia. – dodał trener z rozbawieniem. – U mnie o 20. Do zobaczenia! – i wyszedł.
Wszyscy z powrotem zaczęliśmy się przebierać. Po ok. 10 minutach opuściliśmy halę.
Zaczęliśmy rozjeżdżać się w swoje strony. Wsiadłem do samochodu i odczytałem sms’a. Byłem pewny, że jest on od Dżej, ale nie.

„Weź ze sobą Gosię, proszę. Dobrze jej to zrobi.„ :Trener

- Stary, jest na mnie wściekła nie? – zapytał zdeterminowany młodziak gdy tylko opuściłem szybę, po tym jak w nią pukał.
- Kurwa Kacper, nie zwierzamy się sobie ze wszystkiego. Nie wiem co między wami zaszło, nic mi o tym nie mówiła. Po prostu widziałem jak zachowuje się gdy widzi połączenie od ciebie, jak reaguję gdy tylko ktoś użyje twojego imienia. Jeśli Ci zależy na niej, na waszej przyjaźni to wsiadaj! – Gośka na pewno mnie teraz zabije pomyślałem.
Po chwili młody Piechocki siedział na fotelu pasażera. Droga do domu minęła nam w milczeniu, młody chyba zbierał myśli przed tym spotkaniem.
- Ona prędzej mnie zabije niż ciebie, więc wyluzuj. – klepnąłem go w plecy gdy byliśmy już przed drzwiami.
Otworzyłem ostrożnie drzwi i weszliśmy do środka. Było słychać muzykę i było czuć cudowny zapach popisowej zapiekanki mojej siostry.
Wszedłem do kuchni, Kacper trzymał się za mną.
- Cześć siostrzyczko, wróciłem. – powiedziałem z entuzjazmem.
- Hej, co tak wcze…- przerwała gdy ujrzała za mną Kacpra.
- Co on do cholery tu robi?! – krzyknęła
- Gośka, musicie w końcu pogadać! – tym razem ja podniosłem głos.
- Ja nic nie muszę, a tym bardziej nie z nim! – ponownie krzyknęła i pobiegła do swojego pokoju.
- Mówiłem, ze nie będzie chciała ze mną rozmawiać. – powiedział i usiadł na krześle z głową w dłoniach. Usiadłem koło niego.
- Powiesz mi co między Wami zaszło?
Kacper wziął głęboki oddech i popatrzył przed siebie.
- Tydzień przed wypadkiem byliśmy na imprezie. Wypiłem wtedy trochę więcej niż zwykle. Odprowadziłem ją pod same drzwi. Zaprosiła mnie do środka na herbatę. Już od dłuższego czasu nie myślałem o niej jak o przyjaciółce. Chciałem czegoś więcej, a wtedy jeszcze doszedł do tego alkohol. Gdy weszliśmy do domu zacząłem ją całować, mimo, że mnie odpychała ja dalej to kontynuowałem. – miałem ochotę mu przywalić, ale widziałem, że tego żałuje.
W końcu się opamiętałem, powiedziałem, że ją kocham i nie odpuszczę. Po tym wyszedłem. Ot cała historia. Ona mi tego nie wybaczy. Lepiej już pójdę. – powiedział i zaczął zbierać się do wyjścia.
- Nie, poczekaj. Masz, jej ulubiona. Idź do niej. – dałem młodemu kubek ulubionej herbaty Gośki i odprowadziłem go wzrokiem pod same drzwi Dżej, a sam zaległem na kanapie przed telewizorem.

*Gośka*

Po co on w ogóle tutaj przyszedł? A Karol, na chuj się w to miesza? – plułam jadem chyba na kilometr, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Czego?! – warknęłam. Drzwi się uchyliły i zobaczyłam w nich posturę Piechockiego.
- Gośka pogadajmy, proszę. – powiedział. Widziałam w jego oczach…ból.
- Więc mów. – odparłam.
- Dżej, nie będę się usprawiedliwiać alkoholem. On to tylko spotęgował, ale nie to jest najważniejsze. Wiesz bardzo dobrze, że nigdy bym cię nie skrzywdził. Kocham cię, wiem że to jest tylko przyjaźń i ja to rozumiem. Teraz już rozumiem. Nie chcę Cię stracić. Przejdzie mi to z czasem obiecuję, tylko nie odpychaj mnie od siebie. Ten miesiąc był dla mnie cholernie trudny, ale to i tak nic przy tym co musiałaś czuć ty. Straciłaś rodziców i jeszcze osobę, którą uważałaś za przyjaciela chciała cię przelecieć. Jestem pieprzonym egoistą. Wstyd mi za to, cholernie mi wstyd Dżej! – ostatnie zdanie powiedział z takim bólem w głosie. Widziałam, że ma łzy w oczach. Był dla mnie jak brat i nie chciałam tego zmieniać. Miłość zniszczyłaby wszystko. Nie chciałam niszczyć tej przyjaźni, była zbyt cenna.
Kacper widząc brak reakcji z mojej strony odwrócił się w stronę drzwi z zamiarem wyjścia.
- Nie, Kacper poczekaj! – złapałam go za nadgarstek.
Obrócił się twarzą do mnie, a ja nie czekając na jego reakcję mocno się w niego wtuliłam. Emocje puściły, a z moich oczu zaczęły spływać łzy. Kacper objął mnie jeszcze mocniej.
- Zmieniłeś perfumy. – stwierdziłam, na co Libero tylko skinął głową.
- Są paskudne! – dodałam, na co Kacper się tylko zaśmiał.
Nie mam pojęcia jak długo tak staliśmy, ale nie przeszkadzało nam to.

- Hallo! Obiad już wystygł, a nie wiem czy wiecie, ale jestem duży i potrzebuję jeść. – wypalił Karol gdy wszedł do mojego pokoju.
- Już idę głodomorze!
- Zostaniesz na obiedzie? Zrobiłam zapiekankę. – zwróciłam się do Kacpra.
- Jeszcze pytasz! – wiedziałam, że zadziała.

Zeszliśmy na dół gdzie naszykowałam obiad i dołożyłam nakrycie dla Piechockiego. Po kilku minutach siedzieliśmy już przy stole i konsumowaliśmy posiłek. Chyba im smakuje, bo prawie się nie odzywają tylko siedzą z nosem w talerzu. Po zjedzeniu wspólnie posprzątaliśmy po obiedzie.
- Musze już iść. – zakomunikował Kacper.
- Dzięki stary! – zwrócił się do Karola i przybili sobie piątkę.
Odprowadziłam Piechockiego pod drzwi.
- Trener zaprosił nas na sylwestra, przyjdziesz? – zapytał.
- Pomyślę. – droczyłam się z nim. Przytuliłam go na pożegnanie.
- Musze Ci kupić nowe perfumy! – powiedziałam gdy się od niego odsunęłam.
- Aż tak źle? – zapytał na co tylko pokiwałam głową i uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- Prezent od babci. – poklepałam go po ramieniu współczując, a chwile później wybuchnęliśmy śmiechem.
- No tak można było się tego spodziewać. Leć już. – pocałował mnie w policzek i wyszedł.

Poszłam do salonu gdzie siedział Karol.
- Zabić Cię to mało! – zaśmiałam się.
- Co mówiłaś? – podniósł brew do góry.
- Kocham Cię braciszku!
- Ja Ciebie też!

1 komentarz:

  1. *,* Karol i Gosia to takie słodkie rodzeństwo <3

    Zapraszam na nowy---> http://milosc-to-najwieksza-choroba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń