poniedziałek, 15 sierpnia 2016

3 rozdział



31 grudzień. Zdecydowałam się pójść na tą imprezę i dobrze się bawić. Obco na pewno czuć się nie będę ponieważ nie da się ignorować tych wielkoludów. Znam większość drużyny, ale oczywiście w tym sezonie doszły nowe twarze, których nie miałam jeszcze okazji poznać. 

Obudziłam się dzisiaj dość wcześnie, ale mimo to wstałam bez żadnych oporów z czego byłam bardzo zadowolona. Nie chciało mi się jeszcze ubierać, więc na dół do kuchni zeszłam w piżamie. Miałam ochotę na jakieś pożywne śniadanko. Pancakes – amerykańskie naleśniki. Uwielbiałam je, a nauczył mnie ich mój wujek, brat taty. Dość sporo czasu mieszkał w Ameryce i się nauczył, a potem przelał swoją wiedzę na ukochaną chrześnicę.  
Zrobiłam naleśniki i postawiłam na stole. Obok postawiłam jeszcze syrop klonowy, nutellę i pokrojonego w miseczce banana. 

- Cześć, a ty co tak wcześnie wstałaś? – usłyszałam za sobą głos mojego brata.
- Hej, bo się wyspałam. Siadaj i jedz. – wskazałam na talerze i się szeroko uśmiechnęłam.
- Ja mam z Tobą za dobrze siostra.
- Bądź spokojny, odrobisz. – odpowiedziałam i wystawiłam w jego stronę język.
- Ola przyjedzie? – zapytałam, a jemu mina zrzedła.
- Co jest Karol? – zapytałam na co on tylko wzruszył ramionami.
- Mów co się dzieje i nie każ mi dzwonić do niej osobiście. – wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.
- Nie musisz, nie przyjedzie. – powiedział i znowu spuścił wzrok.
- Pokłóciliście się?
- Też. – i ironicznie się uśmiechnął. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Rozstaliśmy się. –powiedział środkowy i skierował się do salonu.

Zamurowało mnie. Jak to się rozstali? Przecież tak się kochali. Ich związek był dla mnie przykładem jak takowy powinien wyglądać. A może tylko z boku wyglądali na szczęśliwych? Nie mogłam tego tak zostawić. 

Skierowałam swoje kroki do pomieszczenia, w którym znajdował się mój brat. Usiadłam obok niego na kanapie i po prostu się do niego przytuliłam. Środkowy zacisnął mocniej ramiona. Nie wiem ile tak siedzieliśmy w milczeniu.
- Tego było mi trzeba siostra. - Karol odsunął się i się uśmiechnął. Odwzajemniłam gest. Wiedział, że chcę wiedzieć coś więcej.
- Nie układało nam się już dość spory czas. Sama powiedz kiedy Olka ostatni raz tutaj była?
Zamyśliłam się chwilę. – z 5 miesiące temu.
- No właśnie. Ja jeżdżę do tej pieprzonej Warszawy w każdej wolnej chwili.
- Nie chcę jej bronić, ale przecież wiesz, że nie może się tu przeprowadzić, bo ma jeszcze jeden rok studiów.
- To nie broń. Nie oczekuje od niej, że od razu się tu przeprowadzi, ale mogłaby choć od czasu do czasu to ona przyjechać do swojego narzeczonego nie uważasz? – poszedł do swojego pokoju.

Miał racje, to on ciągle do niej jeździł, a Olka przyjeżdżała może 4 razy na rok. W związku na odległość jest ciężko, a zaangażowania potrzeba z obu stron. To nie fair! Karol na to nie zasłużył.
Postanowiłam mu nie przeszkadzać, chwila samotności dobrze mu zrobi. Wzięłam się więc do sprzątania. Musiałam trochę ogarnąć kuchnię i łazienkę, bo wołały o pomstę do nieba. 

Zajęło mi to około 1,5h. Uff, dobrze, że zostałam w piżamie i się wcześniej nie kąpałam, bo strasznie się spociłam. Skierowałam swoje kroki do swojej sypialni, wzięłam już wcześniej naszykowane ubrania i skierowałam się w kierunku łazienki. 

- Karol do cholery ja tam szłam! – warknęłam gdy starszy Kłos wepchał się przede mną do łazienki.
- Tak? Nie zauważyłem. – wydukał zza drzwi.
- Jak ja cię nienawidzę. – mruknęłam pod nosem odchodząc.
- Też cię kocham siostrzyczko! – krzyknął roześmiany.

Usiadłam sobie wygodnie na łóżku z laptopem na kolanach i zaczęłam przeglądać co się ciekawego dzieje w sieci. Zalogowałam się na facebooka, ale jak zwykle nic ciekawego się tam nie dzieje.
- Skończyłem, możesz już iść. – usiadł koło mnie Karol.
- Nie lubię cię. – założyłam ręce na piersi i zrobiłam naburmuszoną minę jak przedszkolak.
- Dobra dobra, ja wiem swoje. – powiedział i dźgnął mnie w żebra.
- Wiem jak możesz odkupić swoje winy – uśmiechnęłam się promiennie do środkowego.
- Zamieniam się w słuch. – i poprawił się na łóżku.
- Zakupy! – pisnęłam i jeszcze szerzej się uśmiechnęłam.
- Nie ma mowy. Zapomnij. – zaczął się migać.
- Ej, ale ja nie mam w czym iść na ten sylwester.
- Idziesz? – zapytał ucieszony na co skinęłam głową.
- No to już, masz 10 minut i jedziemy. –klasnął w dłonie i wyszedł z pokoju.

Zaparkowaliśmy na parkingu pod galerią. Gdy tylko weszliśmy zaczęłam swój bieg po sklepach. Kupiłam sobie nowe czarne szpilki. Klasyka, to uwielbiam!
Po 2 godzinach dałam odpocząć mojemu dzielnemu towarzyszowi (tragarzowi).
- Wszystko kupione? To idziemy! – powiedział pewnie już zirytowany ilością zaliczonych sklepów.
- Niech Ci będzie. Dziękuję. – cmoknęłam go w policzek.
-- Moja karta poleca się na przyszłość, ale już bez swojego właściciela.
- Oj już nie marudź, a w ogóle czym jedziemy na imprezę? Twoim?
- Nie coś ty. Myślisz, że ja bym odpuścił picie w nowy rok? Zabawne! – zaśmiał się
- To jak się tam dostaniemy, to drugi koniec miasta. Taryfa?
- Nie, Andrzej po nas przyjedzie o 18.30. – nic już nie powiedziałam, tylko nikle się uśmiechnęłam. Wspomnienia wróciły.

********* 
Wiem, że krótko, ale chciałam skończyć na chwili niepewności. Kolejny już napisany, powinien pojawić się jutro. Do zobaczenia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz