31 grudzień. Zdecydowałam się pójść na tą imprezę i dobrze się
bawić. Obco na pewno czuć się nie będę ponieważ nie da się ignorować tych
wielkoludów. Znam większość drużyny, ale oczywiście w tym sezonie doszły nowe
twarze, których nie miałam jeszcze okazji poznać.
Obudziłam się dzisiaj dość wcześnie, ale mimo to wstałam bez
żadnych oporów z czego byłam bardzo zadowolona. Nie chciało mi się jeszcze
ubierać, więc na dół do kuchni zeszłam w piżamie. Miałam ochotę na jakieś
pożywne śniadanko. Pancakes – amerykańskie naleśniki. Uwielbiałam je, a nauczył
mnie ich mój wujek, brat taty. Dość sporo czasu mieszkał w Ameryce i się
nauczył, a potem przelał swoją wiedzę na ukochaną chrześnicę.
Zrobiłam naleśniki i postawiłam na stole. Obok postawiłam
jeszcze syrop klonowy, nutellę i pokrojonego w miseczce banana.
- Cześć, a ty co tak wcześnie wstałaś? – usłyszałam za sobą
głos mojego brata.
- Hej, bo się wyspałam. Siadaj i jedz. – wskazałam na
talerze i się szeroko uśmiechnęłam.
- Ja mam z Tobą za dobrze siostra.
- Bądź spokojny, odrobisz. – odpowiedziałam i wystawiłam w
jego stronę język.
- Ola przyjedzie? – zapytałam, a jemu mina zrzedła.
- Co jest Karol? – zapytałam na co on tylko wzruszył
ramionami.
- Mów co się dzieje i nie każ mi dzwonić do niej osobiście. –
wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.
- Nie musisz, nie przyjedzie. – powiedział i znowu spuścił
wzrok.
- Pokłóciliście się?
- Też. – i ironicznie się uśmiechnął. Spiorunowałam go
wzrokiem.
- Rozstaliśmy się. –powiedział środkowy i skierował się do
salonu.
Zamurowało mnie. Jak to się rozstali? Przecież tak się
kochali. Ich związek był dla mnie przykładem jak takowy powinien wyglądać. A
może tylko z boku wyglądali na szczęśliwych? Nie mogłam tego tak zostawić.
Skierowałam swoje kroki do pomieszczenia, w którym znajdował
się mój brat. Usiadłam obok niego na kanapie i po prostu się do niego
przytuliłam. Środkowy zacisnął mocniej ramiona. Nie wiem ile tak siedzieliśmy w
milczeniu.
- Tego było mi trzeba siostra. - Karol odsunął się i się
uśmiechnął. Odwzajemniłam gest. Wiedział, że chcę wiedzieć coś więcej.
- Nie układało nam się już dość spory czas. Sama powiedz
kiedy Olka ostatni raz tutaj była?
Zamyśliłam się chwilę. – z 5 miesiące temu.
- No właśnie. Ja jeżdżę do tej pieprzonej Warszawy w każdej
wolnej chwili.
- Nie chcę jej bronić, ale przecież wiesz, że nie może się
tu przeprowadzić, bo ma jeszcze jeden rok studiów.
- To nie broń. Nie oczekuje od niej, że od razu się tu
przeprowadzi, ale mogłaby choć od czasu do czasu to ona przyjechać do swojego
narzeczonego nie uważasz? – poszedł do swojego pokoju.
Miał racje, to on ciągle do niej jeździł, a Olka
przyjeżdżała może 4 razy na rok. W związku na odległość jest ciężko, a
zaangażowania potrzeba z obu stron. To nie fair! Karol na to nie zasłużył.
Postanowiłam mu nie przeszkadzać, chwila samotności dobrze
mu zrobi. Wzięłam się więc do sprzątania. Musiałam trochę ogarnąć kuchnię i
łazienkę, bo wołały o pomstę do nieba.
Zajęło mi to około 1,5h. Uff, dobrze, że zostałam w piżamie
i się wcześniej nie kąpałam, bo strasznie się spociłam. Skierowałam swoje kroki
do swojej sypialni, wzięłam już wcześniej naszykowane ubrania i skierowałam się
w kierunku łazienki.
- Karol do cholery ja tam szłam! – warknęłam gdy starszy
Kłos wepchał się przede mną do łazienki.
- Tak? Nie zauważyłem. – wydukał zza drzwi.
- Jak ja cię nienawidzę. – mruknęłam pod nosem odchodząc.
- Też cię kocham siostrzyczko! – krzyknął roześmiany.
Usiadłam sobie wygodnie na łóżku z laptopem na kolanach i
zaczęłam przeglądać co się ciekawego dzieje w sieci. Zalogowałam się na
facebooka, ale jak zwykle nic ciekawego się tam nie dzieje.
- Skończyłem, możesz już iść. – usiadł koło mnie Karol.
- Nie lubię cię. – założyłam ręce na piersi i zrobiłam
naburmuszoną minę jak przedszkolak.
- Dobra dobra, ja wiem swoje. – powiedział i dźgnął mnie w
żebra.
- Wiem jak możesz odkupić swoje winy – uśmiechnęłam się
promiennie do środkowego.
- Zamieniam się w słuch. – i poprawił się na łóżku.
- Zakupy! – pisnęłam i jeszcze szerzej się uśmiechnęłam.
- Nie ma mowy. Zapomnij. – zaczął się migać.
- Ej, ale ja nie mam w czym iść na ten sylwester.
- Idziesz? – zapytał ucieszony na co skinęłam głową.
- No to już, masz 10 minut i jedziemy. –klasnął w dłonie i
wyszedł z pokoju.
Zaparkowaliśmy na parkingu pod galerią. Gdy tylko weszliśmy
zaczęłam swój bieg po sklepach. Kupiłam sobie nowe czarne szpilki. Klasyka, to
uwielbiam!
Po 2 godzinach dałam odpocząć mojemu dzielnemu towarzyszowi
(tragarzowi).
- Wszystko kupione? To idziemy! – powiedział pewnie już
zirytowany ilością zaliczonych sklepów.
- Niech Ci będzie. Dziękuję. – cmoknęłam go w policzek.
-- Moja karta poleca się na przyszłość, ale już bez swojego
właściciela.
- Oj już nie marudź, a w ogóle czym jedziemy na imprezę?
Twoim?
- Nie coś ty. Myślisz, że ja bym odpuścił picie w nowy rok?
Zabawne! – zaśmiał się
- To jak się tam dostaniemy, to drugi koniec miasta. Taryfa?
- Nie, Andrzej po nas przyjedzie o 18.30. – nic już nie
powiedziałam, tylko nikle się uśmiechnęłam. Wspomnienia wróciły.
*********
Wiem, że krótko, ale chciałam skończyć na chwili niepewności. Kolejny już napisany, powinien pojawić się jutro. Do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz