niedziela, 17 lipca 2016

1 rozdział



Obudziłem się dość wcześnie. Wstałem z takim kopem pozytywnej energii. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem dres i pobiegłem do piekarni po świeże bułki. Po drodze zauważyłem, że kwiaciarnia przy naszym bloku jest otwarta. Zapukałem  i wszedłem do środka.
- Dzień dobry.
- O dzień dobry. – przywitała mnie staruszka z pociesznym uśmiechem
- Czy dziś otwarte?
- W zasadzie jeszcze nieczynne, ale mój drogi czego potrzebujesz?
- Poproszę bukiet herbacianych róż jeśli to nie problem.
Starsza kobieta zniknęła z pola widzenia i za chwilę wróciła z przepięknym bukietem.
- Dziękuję jest Pani kochana. – powiedziałem z uśmiechem
- Nie ma za co syneczku.
Wróciłem do mieszkania z bananem na twarzy. Postanowiłem zmienić dotychczasowe postępowania. Przygotowałem swoje „popisowe” śniadanie… bułki z twarożkiem, sałatą, pomidorem i rzodkiewką dla Goski i dla siebie oczywiście z szyną jako przedstawiciel męskiego grona. Wziąłem zakupiony przeze mnie bukiet i pomaszerowałem do pokoju jeszcze śpiącej siostry.
Wszedłem cicho i ukucnąłem przy brzegu łóżka.
- Gosia – szturchnąłem lekko jej ramię, ponownie i dalej nic.
- Gośka! – powiedziałem trochę głośniej wprost do jej ucha.
- Pogrzało Cię, jeszcze pięć minut. – odpowiedziała i przewróciła się na drugi bok.
- Wstawaj leniu.
- Karol oddawaj tą kołdrę! – krzyknęła i spojrzała na mnie.
- To dla mnie? – i kiwnęła głową na kwiaty.
- Tak, proszę. – wręczyłem jej do ręki.
- Gosia, dzisiaj rano zrozumiałem, że nie możemy tak dłużej. Rodzice nie chcieliby żebyś ciągle chodziła smutna, ja tego nie chcę. Pragnę zobaczyć znów ten uśmiech na widok, którego każdemu mojemu kumplowi świecą się oczka za co mam ochotę im przywalić, ale to szczegół. – na moje słowa Dżej zachichotała.
- Wiem, długo w nocy o tym myślałam. Ty masz klub i reprezentacje, musisz w końcu wznowić treningi. Masz rację, tato nie byłby zadowolony gdyby nie usłyszał tam w niebie więcej mojego śmiechu.
- Śmiech jak świnia kaszel. – zacząłem się śmiać.
- Ej! A ty to lepszy?! Śmiech jakby koń na blachę szczał!
- Ładnie to tak pyskować starszemu bratu? – zacząłem ją gilgotać.
-   Dobra poddaje się, wygrałeś!
- Brawo ja!
- Brawo ty chuderlaczku! – dostałem kuksańca w bok.
- Choć śniadanie gotowe – wyciągnąłem rękę, którą Dżej momentalnie chwyciła.
Śniadanie minęło nam na rozmowach i śmianiu się. Dawno to tak nie wyglądało.
- Kocham Cię wiesz? A i dziękuję za kwiaty, są piękne. - powiedziała i przytuliła się do moich pleców gdy szykowałem się na trening.
- Nie podlizuj się.  – wytknąłem jej język
- Może pójdziesz ze mną na trening?
- Wiesz, przepraszam, ale jeszcze nie dzisiaj. – powiedziała, a ja się uśmiechnąłem i skinąłem głową. Rozumiałem to i nie miałem za złe.
- Będę za jakieś 4 godziny, jakby co to dzwoń. Trzymaj się.  – pocałowałem Dżej w czoło i wyszedłem.

*Gosia*

Karol ma racje. W nocy długo nie spałam, rozmyślałam jak to dalej będzie. Doszłam do wniosku, że będzie po prostu dobrze, inaczej, ale dobrze.
Po wyjściu Karola postanowiłam najpierw ogarnąć siebie, a później dom. Mama zawsze lubiła czystość.
Poszłam do sypialni, pierwszy raz od miesiąca zastanawiałam się w co się ubrać. Wcześniej nawet nie wychodziłam z łóżka, a tym bardziej z domu, więc nie miałam potrzeby dobrego wyglądu. Nigdy nie była dziewczyną typu „modnisia”, zawsze starałam się trzymać na uboczu choć nie zawsze mi się to udawało, ponieważ jak to mój tato mawiał odziedziczyłam urodę po jego przepięknej żonie i nic dziwnego, że nie mogę odpędzić się od chłopaków, bo ona też nie mogła, a spośród wielu wybrała właśnie jego. 
Postawiłam na czarne legginsy i  beżowy ciut dłuższy sweter. Pognałam do łazienki, tam rozczesałam swoje niesforne włosy, a po umyciu się nałożyłam lekki makijaż.
- Gotowe! Wyszło całkiem nieźle. – uśmiechnęłam się do swojego lustrzanego odbicia.
Posprzątałam resztki po śniadaniu, włączyłam swoją ulubioną składankę, a następnie poodsłaniałam wszystkie okna.
- Od razu lepiej.- powiedziałam z uśmiechem.
Po ogarnięciu domu, ubrałam płaszcz i buty. Przydałoby się zrobić jakieś zakupy. Wyszłam z mieszkania, zamykając je za sobą. Poszłam do garażu i wsiadłam do samochodu. Samochodu, który należał do mojej mamy.
- Kocham Cie mamo. – szepnęłam i odpaliłam silnik.
Pojechałam do pobliskiego supermarketu. Wzięłam duży wózek i zaczęłam przemarsz między sklepowymi półkami. Po 15 minutach, mój wózek był wypełniony calutki. Trochę dawno nie robiliśmy zakupów. Przy kasie uregulowałam rachunek i zapakowanymi torbami opuściłam sklep.
Jak na złość jedna z toreb musiała się urwać i zawartość wyleciała na chodnik. Zdenerwowana wrzuciłam resztę siatek do samochodu, który na szczęście zostawiłam prawie że pod samymi drzwiami. Wróciłam w pechowe miejsce i zaczęłam zbierać rozsypane produkty, gdy zauważyłam, że ktoś mi pomaga.
- Proszę bardzo. – mężczyzna oddał mi moje zakupy i oddalił się.
- Dziękuję! – krzyknęłam jeszcze.
Produkty włożyłam do pozostałych toreb i wsiadłam za kierownicę. Gdy miałam odjeżdżać zobaczyłam tego mężczyznę siedzącego na kartonie z boku sklepu.
Wysiadłam i wzięłam z zakupionych przed chwilą produktów bułki, ser żółty i butelkę wody.
- To dla Pana. Smacznego! – powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuję, jest Pani wspaniała. – odpowiedział mi starszy mężczyzna.
Odchodząc spojrzałam jeszcze na swoje dłonie. Zdjęłam z nich najzwyklejsze czarne, ale za to bardzo ciepłe rękawiczki i wręczyłam je bezdomnemu.
Obdarował mnie tak szczerym uśmiechem jakiego jeszcze nigdy nie widziałam.

5 komentarzy:

  1. Zostaję! mam prośbę jakbyś mogła mnie informować o rozdziałach była bym wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie cieszę!😊 Nie ma problemu, postaram się informować regularnie 😊

      Usuń
  2. Ciekawie się zaczyna ^^

    Zapraszam na nowość--> http://tamta--dziewczyna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mnie nie zostawisz, a u Ciebie jestem na bieżąco ;*

      Usuń
    2. Jasne, że zostanę na dłużej :D

      Zapraszam Cię na moją nową historię ---> http://milosc-to-najwieksza-choroba.blogspot.com/

      Usuń