Obudziłem się dość wcześnie.
Wstałem z takim kopem pozytywnej energii. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem dres
i pobiegłem do piekarni po świeże bułki. Po drodze zauważyłem, że kwiaciarnia
przy naszym bloku jest otwarta. Zapukałem
i wszedłem do środka.
- Dzień dobry.
- O dzień dobry. – przywitała
mnie staruszka z pociesznym uśmiechem
- Czy dziś otwarte?
- W zasadzie jeszcze nieczynne,
ale mój drogi czego potrzebujesz?
- Poproszę bukiet herbacianych
róż jeśli to nie problem.
Starsza kobieta zniknęła z pola
widzenia i za chwilę wróciła z przepięknym bukietem.
- Dziękuję jest Pani kochana. –
powiedziałem z uśmiechem
- Nie ma za co syneczku.
Wróciłem do mieszkania z bananem
na twarzy. Postanowiłem zmienić dotychczasowe postępowania. Przygotowałem swoje
„popisowe” śniadanie… bułki z twarożkiem, sałatą, pomidorem i rzodkiewką dla
Goski i dla siebie oczywiście z szyną jako przedstawiciel męskiego grona.
Wziąłem zakupiony przeze mnie bukiet i pomaszerowałem do pokoju jeszcze śpiącej
siostry.
Wszedłem cicho i ukucnąłem przy
brzegu łóżka.
- Gosia – szturchnąłem lekko jej
ramię, ponownie i dalej nic.
- Gośka! – powiedziałem trochę
głośniej wprost do jej ucha.
- Pogrzało Cię, jeszcze pięć
minut. – odpowiedziała i przewróciła się na drugi bok.
- Wstawaj leniu.
- Karol oddawaj tą kołdrę! –
krzyknęła i spojrzała na mnie.
- To dla mnie? – i kiwnęła głową
na kwiaty.
- Tak, proszę. – wręczyłem jej do
ręki.
- Gosia, dzisiaj rano
zrozumiałem, że nie możemy tak dłużej. Rodzice nie chcieliby żebyś ciągle
chodziła smutna, ja tego nie chcę. Pragnę zobaczyć znów ten uśmiech na widok, którego
każdemu mojemu kumplowi świecą się oczka za co mam ochotę im przywalić, ale to
szczegół. – na moje słowa Dżej zachichotała.
- Wiem, długo w nocy o tym
myślałam. Ty masz klub i reprezentacje, musisz w końcu wznowić treningi. Masz
rację, tato nie byłby zadowolony gdyby nie usłyszał tam w niebie więcej mojego
śmiechu.
- Śmiech jak świnia kaszel. –
zacząłem się śmiać.
- Ej! A ty to lepszy?! Śmiech
jakby koń na blachę szczał!
- Ładnie to tak pyskować
starszemu bratu? – zacząłem ją gilgotać.
- Dobra poddaje się, wygrałeś!
- Brawo ja!
- Brawo ty chuderlaczku! –
dostałem kuksańca w bok.
- Choć śniadanie gotowe –
wyciągnąłem rękę, którą Dżej momentalnie chwyciła.
Śniadanie minęło nam na rozmowach
i śmianiu się. Dawno to tak nie wyglądało.
- Kocham Cię wiesz? A i dziękuję
za kwiaty, są piękne. - powiedziała i przytuliła się do moich pleców gdy
szykowałem się na trening.
- Nie podlizuj się. – wytknąłem jej język
- Może pójdziesz ze mną na
trening?
- Wiesz, przepraszam, ale jeszcze
nie dzisiaj. – powiedziała, a ja się uśmiechnąłem i skinąłem głową. Rozumiałem
to i nie miałem za złe.
- Będę za jakieś 4 godziny, jakby
co to dzwoń. Trzymaj się. – pocałowałem
Dżej w czoło i wyszedłem.
*Gosia*
Karol ma racje. W nocy długo nie
spałam, rozmyślałam jak to dalej będzie. Doszłam do wniosku, że będzie po
prostu dobrze, inaczej, ale dobrze.
Po wyjściu Karola postanowiłam
najpierw ogarnąć siebie, a później dom. Mama zawsze lubiła czystość.
Poszłam do sypialni, pierwszy raz
od miesiąca zastanawiałam się w co się ubrać. Wcześniej nawet nie wychodziłam z
łóżka, a tym bardziej z domu, więc nie miałam potrzeby dobrego wyglądu. Nigdy
nie była dziewczyną typu „modnisia”, zawsze starałam się trzymać na uboczu choć
nie zawsze mi się to udawało, ponieważ jak to mój tato mawiał odziedziczyłam
urodę po jego przepięknej żonie i nic dziwnego, że nie mogę odpędzić się od
chłopaków, bo ona też nie mogła, a spośród wielu wybrała właśnie jego.
Postawiłam na czarne legginsy i beżowy ciut dłuższy sweter. Pognałam do
łazienki, tam rozczesałam swoje niesforne włosy, a po umyciu się nałożyłam lekki
makijaż.
- Gotowe! Wyszło całkiem nieźle. –
uśmiechnęłam się do swojego lustrzanego odbicia.
Posprzątałam resztki po
śniadaniu, włączyłam swoją ulubioną składankę, a następnie poodsłaniałam
wszystkie okna.
- Od razu lepiej.- powiedziałam z
uśmiechem.
Po ogarnięciu domu, ubrałam płaszcz
i buty. Przydałoby się zrobić jakieś zakupy. Wyszłam z mieszkania, zamykając je
za sobą. Poszłam do garażu i wsiadłam do samochodu. Samochodu, który należał do
mojej mamy.
- Kocham Cie mamo. – szepnęłam i
odpaliłam silnik.
Pojechałam do pobliskiego
supermarketu. Wzięłam duży wózek i zaczęłam przemarsz między sklepowymi
półkami. Po 15 minutach, mój wózek był wypełniony calutki. Trochę dawno nie
robiliśmy zakupów. Przy kasie uregulowałam rachunek i zapakowanymi torbami
opuściłam sklep.
Jak na złość jedna z toreb
musiała się urwać i zawartość wyleciała na chodnik. Zdenerwowana wrzuciłam
resztę siatek do samochodu, który na szczęście zostawiłam prawie że pod samymi
drzwiami. Wróciłam w pechowe miejsce i zaczęłam zbierać rozsypane produkty, gdy
zauważyłam, że ktoś mi pomaga.
- Proszę bardzo. – mężczyzna oddał
mi moje zakupy i oddalił się.
- Dziękuję! – krzyknęłam jeszcze.
Produkty włożyłam do pozostałych
toreb i wsiadłam za kierownicę. Gdy miałam odjeżdżać zobaczyłam tego mężczyznę
siedzącego na kartonie z boku sklepu.
Wysiadłam i wzięłam z zakupionych
przed chwilą produktów bułki, ser żółty i butelkę wody.
- To dla Pana. Smacznego! –
powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuję, jest Pani wspaniała. –
odpowiedział mi starszy mężczyzna.
Odchodząc spojrzałam jeszcze na swoje dłonie. Zdjęłam z nich
najzwyklejsze czarne, ale za to bardzo ciepłe rękawiczki i wręczyłam je
bezdomnemu.
Obdarował mnie tak szczerym uśmiechem jakiego jeszcze nigdy
nie widziałam.
Zostaję! mam prośbę jakbyś mogła mnie informować o rozdziałach była bym wdzięczna.
OdpowiedzUsuńBardzo sie cieszę!😊 Nie ma problemu, postaram się informować regularnie 😊
UsuńCiekawie się zaczyna ^^
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowość--> http://tamta--dziewczyna.blogspot.com/
Mam nadzieję, że mnie nie zostawisz, a u Ciebie jestem na bieżąco ;*
UsuńJasne, że zostanę na dłużej :D
UsuńZapraszam Cię na moją nową historię ---> http://milosc-to-najwieksza-choroba.blogspot.com/